sobota, 18 maja 2013
Z cyklu sobotnie podsumowanie:
ZAUROCZYŁAM SIĘ pomysłem o Kobiecości kontrolowanej - Maj miesiącem kobiecości
ZOBACZĘ film No Impact Man, do którego się już nie raz przymierzałam i kilka innych, przedstawionych u Happyholic
ODKRYŁAM nowe dźwięki w wykonaniu Nosowskiej
NIE MOGĘ SIĘ DOCZEKAĆ

PRZYDA SIĘ moim włosom wpis o tym jak o nie dbać
piątek, 17 maja 2013
Pamiętacie to zamieszanie wokół tego, że Google zamyka Google Readera? Dla mnie to była jedna z najgorszych wiadomości o posunięciach firmy, która z jakiegoś powodu zamyka pewien produkt. Wiem, że w świecie kosmetycznym tak było, kiedy Rossman wycofał olejki Alterry, a Biedronka płyn micelarny produkowany wspólnie z Tołpą. Ale tamte informacje mnie nie dotyczyły, a ta owszem.
Wyruszyłam na poszukiwania godnego następcy. Poszukiwania długie i żmudne, już myślałam, że nigdy się nie skończą. Miałam tylko nadzieję, że do lipca ktoś coś wymyśli.
Nowa aplikacja miała być dokładnie taka jak Google Reader: pozwalająca czytać całe artykuły, zbierająca różne kanały (nie tylko blogi), miała szybko się ładować i być łatwo dostępną, najlepiej z poziomu email. Nie zależało mi na tym, żeby czytnik miał aplikację na android, stąd nie będzie tutaj takich informacji. Wyeksportowałam więc swoje kanały i ruszyłam na poszukiwania.
Po pierwszej godzinie zraziłam się do OLDREADERA, który jest wizualnie najbardziej minimalistycznym czytnikiem. Nie był zbyt wygodny w obsłudze.
Nie zaprzyjaźniałam się z NEWSBLUREM, który w swej bezpłatnej wersji limituje liczbę kanałów.
Nie polecam FEEDLY wiem, że jest dosyć popularny, ale zauważyłam, że gubi ustawienia, czasami jest dosyć toporny i mimo swojej przejrzystości niejasny. Co ostatecznie mnie zniechęciło, to że nie zawsze prawidłowo dodaje RSS - np. kilka razy chciałam zasubskrybować zwykłe strony, na których czas od czasu pojawiały się nowe komunikaty, ale w niektórych przypadkach było to wręcz niemożliwe. To ostatecznie zadecydowało, że zrezygnowałam z tego czytnika. Plusem jego jest to, że najczęściej na stronach można bezpośrednio zasubskrybować ten kanał dokładnie do tego czytnika.
bo np. BLOGLINES tak nie ma, przez to kanały trzeba dodawać ręcznie, albo ściągnąć odpowiednią wtyczkę; Feedly daje nam możliwość wyboru. Gdyby Bloglines tak miał, były idealny, mały, szybki i poręczny, dziecko netvibes, bazuje dokładnie na tej samej zasadzie: jest panel w rodzaju igoogle, jest normalny czytnik RSS. Łatwo go spersonalizować dla swoich potrzeb, najpierw trzeba kliknąć tu i ówdzie, żeby odsubskrybować domyślnie przypisane kanały, np. gazeta.pl i inne. Sama idea Bloglines jest świetna - powstał po to, by zbierać informacje z sąsiedztwa :)
A ponieważ BLOGLINES jest dzieckiem NETVIBES, który wersji dla zwykłego użytkownika nie ma żadnych ograniczeń, przeniosłam moje kanały tam. Korzystam z tego czytnika od dwóch miesięcy i przekonałam się, że jest to najlepsza alternatywa. I wiem, że lepiej korzystać z bardziej znanego czytnika, bo pozwala to uniknąć różnych problemów z dodawaniem kanałów.
Jednocześnie z poszukiwaniem czytnika, założyłam sobie konto na Bloglovin, który po aktualizacji interfejsu jest jeszcze lepszy, niż był wcześniej.
Dziś odkryłam jeszcze Rolio, który w jednym miejscu zbiera RSS i aktualizacje statusów z mediów społecznościowych. Może komuś się przyda.
Jak widzicie, moje poszukiwania były dosyć długie, chciałam, żeby czytanie subskrypcji przypominało tradycyjny przegląd prasy i wreszcie mi się udało.
W przyszły piątek w cyklu piątkowa aplikacja zaprezentuję aplikację na Androida.
Wyruszyłam na poszukiwania godnego następcy. Poszukiwania długie i żmudne, już myślałam, że nigdy się nie skończą. Miałam tylko nadzieję, że do lipca ktoś coś wymyśli.
Nowa aplikacja miała być dokładnie taka jak Google Reader: pozwalająca czytać całe artykuły, zbierająca różne kanały (nie tylko blogi), miała szybko się ładować i być łatwo dostępną, najlepiej z poziomu email. Nie zależało mi na tym, żeby czytnik miał aplikację na android, stąd nie będzie tutaj takich informacji. Wyeksportowałam więc swoje kanały i ruszyłam na poszukiwania.
Ale najpierw czego NIE polecam:
Po pierwszej godzinie zraziłam się do OLDREADERA, który jest wizualnie najbardziej minimalistycznym czytnikiem. Nie był zbyt wygodny w obsłudze.
Nie zaprzyjaźniałam się z NEWSBLUREM, który w swej bezpłatnej wersji limituje liczbę kanałów.
Nie polecam FEEDLY wiem, że jest dosyć popularny, ale zauważyłam, że gubi ustawienia, czasami jest dosyć toporny i mimo swojej przejrzystości niejasny. Co ostatecznie mnie zniechęciło, to że nie zawsze prawidłowo dodaje RSS - np. kilka razy chciałam zasubskrybować zwykłe strony, na których czas od czasu pojawiały się nowe komunikaty, ale w niektórych przypadkach było to wręcz niemożliwe. To ostatecznie zadecydowało, że zrezygnowałam z tego czytnika. Plusem jego jest to, że najczęściej na stronach można bezpośrednio zasubskrybować ten kanał dokładnie do tego czytnika.
bo np. BLOGLINES tak nie ma, przez to kanały trzeba dodawać ręcznie, albo ściągnąć odpowiednią wtyczkę; Feedly daje nam możliwość wyboru. Gdyby Bloglines tak miał, były idealny, mały, szybki i poręczny, dziecko netvibes, bazuje dokładnie na tej samej zasadzie: jest panel w rodzaju igoogle, jest normalny czytnik RSS. Łatwo go spersonalizować dla swoich potrzeb, najpierw trzeba kliknąć tu i ówdzie, żeby odsubskrybować domyślnie przypisane kanały, np. gazeta.pl i inne. Sama idea Bloglines jest świetna - powstał po to, by zbierać informacje z sąsiedztwa :)
A ponieważ BLOGLINES jest dzieckiem NETVIBES, który wersji dla zwykłego użytkownika nie ma żadnych ograniczeń, przeniosłam moje kanały tam. Korzystam z tego czytnika od dwóch miesięcy i przekonałam się, że jest to najlepsza alternatywa. I wiem, że lepiej korzystać z bardziej znanego czytnika, bo pozwala to uniknąć różnych problemów z dodawaniem kanałów.
Jednocześnie z poszukiwaniem czytnika, założyłam sobie konto na Bloglovin, który po aktualizacji interfejsu jest jeszcze lepszy, niż był wcześniej.
Dziś odkryłam jeszcze Rolio, który w jednym miejscu zbiera RSS i aktualizacje statusów z mediów społecznościowych. Może komuś się przyda.
Jak widzicie, moje poszukiwania były dosyć długie, chciałam, żeby czytanie subskrypcji przypominało tradycyjny przegląd prasy i wreszcie mi się udało.
W przyszły piątek w cyklu piątkowa aplikacja zaprezentuję aplikację na Androida.
środa, 15 maja 2013

To nie będzie kolejny post o wczesnym wstawaniu. Ja nie będę pisać o tym, jaki to wczesne wstawanie nie jest cool i jakie to jest rozwojowe. Naczytaliście się już tego. I jeśli do tej pory wolicie sobie pospać, to znaczy, że to nie działa, że te argumenty nie przemawiają.

Nie będziesz wstawać, bo ktoś ci każe, nie będziesz wstawać, bo inni mówią, jakie to świetne. A niech sobie ci inni mówią, co nie? Ty jeszcze sobie pośpisz. Ty nie musisz zrywać się w nocy. Ale jeśli z zainteresowaniem czytasz te słowa, to znaczy, że jednak chcesz budzić się o poranku, ale z różnych powodów ci nie wyszło. Zgadłam?
Wstając dziś o 7.15 myślałam, kim jestem, żeby dziś do ciebie o tym pisać? Ale wczoraj wstałam o 5.10, owszem, nie z własnego wyboru, ale jednak nie było to tragiczne, ba! było całkiem przyjemnie. Bilans wczesnego wstawania pozostaje wciąż dodatni.
Tak, tak w ramach kolejnych wyzwań 30-dniowych wstaję wcześnie. Co znaczy wcześnie? Chcę przez minimum 20 dni wstawać przed 7, najlepiej o 6.30. W sobotę i niedzielę mogę sobie pospać do 8. Chcę, aby mój organizm budził się przed budzikiem. Chcę dbać o procedurę kładzenia się spać i wstawać, myśląc Co dobrego może mnie dziś spotkać.

Zdarzyło mi się przeżyć w maju kilka niesamowicie energicznych poranków. Pierwszy - ten z wczorajszym jednodniowym wyjazdem do Opola i dosyć wczesną pobudką, ten z pierwszym ubieraniem dresów, zakładaniem butów do biegania, aż wreszcie ten, kiedy po bieganiu biorę od razu do ręki rakietkę do ping-ponga i idę grać. Niesamowite! To są te poranki, w które śniadanie smakuje wyjątkowo dobrze, dzień jest przyjemnie wydłużony, a wieczorem mam czas, żeby przeczytać książkę.Swoją drogą, czy wiecie, że jeszcze tylko dwa tygodnie zostały do premiery nowej książki Gretchen Rubin Projekt szczęśliwy dom? Nie mogę się już doczekać, bo nie skusiłam się na czytanie w oryginale na moim Kindlu, czekając, aż siegnę po prawdziwą książkę.

Jeszcze kilka(naście) poranków minie, nim wczesne wstawanie stanie się moje, ale już nie mogę się doczekać. Zauważyliście, że najłatwiej przesunąć sobie budzik na jeszcze kilka minut, kiedy nie sprecyzowało się dokładnie, co chcę robić o poranku, a do wyjścia zostało jeszcze trochę czasu? I mój maż rzeczywiście ma racje, miejsce na bieganie jest tuż po wczesnym wstawaniu. Lubię to, a ty?
poniedziałek, 13 maja 2013
Mocne, nie? Od myśli, do słowa, aż do nawyku. Pamiętam, kiedy pierwszy raz to usłyszałam, siedząc w marcu tamtego roku w jednej z sali UEKu w Krakowie. W ogóle wiele pamiętam z tego szkolenia - wizualizacje, dynamiczne chwile relaksu (bo chyba tylko tak można to określić). I chociaż ruszyły mnie tamte słowa, to przecież nic z nimi nie zrobiłam. Po prostu wyszłam ze szkolenia i zaczął się kolejny dzień jak co dzień.
"Uważaj na swoje myśli, stają się słowami...Uważaj na swoje słowa, stają się czynami...Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami...Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem...Uważaj na swój charakter, on staje się Twoim losem."Frank Outlaw

Do czasu. Zaczęłam prowadzić tego bloga i powolutku przekonywać się do idei 30-dniowych wyzwań. Od zawsze uważałam, że trzeba ćwiczyć hart ducha i samodyscyplinę, ale daleka byłam od chodzenia po żarzących się węglach. Teraz też nie pójdę, znalazłam lepsze sposoby rozwoju wytrzymałości.
30 dni - to nie dużo, prawda? Rok to 12 * 30. Dzień i tydzień potrafi zlecieć tak, że nawet tego nie zauważę, później kolejny miesiąc i rok. A przecież to jest moje właśnie życie. Czemu mam nie zadbać, by było ciekawe i inspirujące?
Zastanów się:
- Kiedy ostatni raz robiłaś coś naprawdę eskcytującego?
- Co to było?
- Czemu to było dla ciebie ważne?
- Jak się czułaś?
Uwielbiam takie ciekawe przeżycia, dlatego cieszę się, że od nowego roku robię je niemal codziennie. Moje 30. dniowe wyzwania. Uwielbiam tę adrenalinę, kiedy zakładam się ze sobą, czy dam radę.
Od Nowego Roku (wiem, że to brzmi głupio i bez sensu, bo od nowego roku mało co się dzieje. Z reguły obiecujemy sobie jakieś zmiany, a później jest jak jest. 01.01 w końcu jest to tylko data umowna) DZIAŁAM! Co miesiąc robię coś innego. Nie zakładam np. tak jak w tamtym roku, że zacznę biegać, nauczę się Tradosa, będę więcej ćwiczyć. Kiedyś. Oj, nie. Wiem, że w styczniu czytam, w lutym nie wydaję, w kwietniu prowadzę miesiąc intensywnego rozwoju , a w maju staram się wstawać jak minimum przed 7.
Jeśli idea 30-dniowych wyzwań wydaje ci się interesująca, zobacz, proszę filmik inżyniera pracującego w Google Matta Cuta Try something new for 30 days
30 dni
Nie oznacza to wcale, że musisz czekać do 1., rozpoczynać od nowego miesiąca lub tygodnia. Zacznij od jutra, realizuj swoje marzenie albo postanowienie dokładnie przez 30 dni. Obserwuj, jak się z tym czujesz, co ci to daje, czego się uczysz.
Udowodnij sobie, że w jednej odkreślonej dziedzinie jesteś w stanie wypracować nawyk: codziennego biegania, lektury książki, rozmowy z nieznajomym. Na początek to może być coś niewielkiego, ale zapewniam cię, nabierzesz ochoty na coraz śmielsze wyzwania.
sobota, 11 maja 2013
Sobota, to doskonały czas na podsumowania. Mój tydzień minął tak:
SŁUCHANIE -w tym tygodniu na wysokim poziomie, dzięki trzymanemu od Radia Kraków zaproszeniu na koncert Reiner Trio w Akademii Muzycznej. Na co dzień nie słucham muzyki klasycznej, zauważam jednak ja pozytywny wpływ ma na mnie taka muzyka. Może więc warto choć chwilę? W ogóle niesamowite byłe te dźwięki pierwszych taktów, emocje grających, emocje słuchaczy...Nie da się tego opisać tak słowami. Mała próbka dla was:
UMIEJĘTNOŚCI - fotograficzne, doskonalone w wyzwaniu od Uli.
POMYSŁ ORGANIZACYJNY - pozostając w klimacie zdjęć, po raz kolejny o efektywnej organizacji można przeczytać tutaj. Na moim dysku jest już o połowę mniej zdjęć, czeka je jeszcze jedna selekcja.
ZACHWYCIŁAM SIĘ postem o miłości na Manufakturze Radości
ZAPRAGNĘŁAM MIEĆ takie oto cudo (przecież uwielbiam grać w ping-ponga, ostatnio to mój mały nałóg).
BYŁAM na konferencji Blog Experts, gdzie poznałam Monikę z Momentu Urody i porozmawiałam chwilkę z Anwen
ZASTANAWIAŁAM SIĘ co robi żyrafa w hotelu , a odpowiedź znalazłam na blogu Pawła Tkaczyka.
NAZWAŁAM swoje 5 rzeczy, które myślałam o dorosłości i wypowiedziałam 3 zdania, które powiedziałabym sobie młodszej.
SŁUCHANIE -w tym tygodniu na wysokim poziomie, dzięki trzymanemu od Radia Kraków zaproszeniu na koncert Reiner Trio w Akademii Muzycznej. Na co dzień nie słucham muzyki klasycznej, zauważam jednak ja pozytywny wpływ ma na mnie taka muzyka. Może więc warto choć chwilę? W ogóle niesamowite byłe te dźwięki pierwszych taktów, emocje grających, emocje słuchaczy...Nie da się tego opisać tak słowami. Mała próbka dla was:
UMIEJĘTNOŚCI - fotograficzne, doskonalone w wyzwaniu od Uli.
POMYSŁ ORGANIZACYJNY - pozostając w klimacie zdjęć, po raz kolejny o efektywnej organizacji można przeczytać tutaj. Na moim dysku jest już o połowę mniej zdjęć, czeka je jeszcze jedna selekcja.
ZACHWYCIŁAM SIĘ postem o miłości na Manufakturze Radości
ZAPRAGNĘŁAM MIEĆ takie oto cudo (przecież uwielbiam grać w ping-ponga, ostatnio to mój mały nałóg).
BYŁAM na konferencji Blog Experts, gdzie poznałam Monikę z Momentu Urody i porozmawiałam chwilkę z Anwen
![]() |
| Zdjęcia by Świat w obiektywie |
ZASTANAWIAŁAM SIĘ co robi żyrafa w hotelu , a odpowiedź znalazłam na blogu Pawła Tkaczyka.
NAZWAŁAM swoje 5 rzeczy, które myślałam o dorosłości i wypowiedziałam 3 zdania, które powiedziałabym sobie młodszej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)








